|
|
Blog > Komentarze do wpisu
Ciężkie jest życie scenarzysty prequela
Uśmiałem się. To dobry powód do tego, żeby stuknąć noteczkę (zna ktoś jakieś fajne zdrobnienie słowa "notka"?) na trzy linijki, czyli bardzo treściwą. Chciałbym jednak unaocznić, przed jakimi trudnościami stają czasem scenarzyści (tak jak bym coś o tym wiedział... :) no dobra, trochę wiem). Trudnościami, które wymagają uruchomienia mózgownicy i przeskoczenia problemu. Obejrzałem ci ja wczoraj prequeloremake "The Thing" (czyli ściślej biorąc prequeloremake remake'u). Więcej o filmie stuknę przy okazji jego premiery, ale teraz już nadmienię, że jest to film przyzwoity, który da się oglądać (w przeciwieństwie do użytego w nim CGI, które oglądać niestety trudno). A teraz do sedna. Scenarzysta owego filmu stanął przed pewnym wyzwaniem. Pamiętacie, jak zaczyna się film Carpentera? Leci sobie helikopter, jakiś brodaty koleś strzela z niego do psa, potem helikopter ląduje w amerykańskiej bazie polarnej, gdzie koleś dalej strzela do psa, a kiedy dzielni Amerykanie próbują go powstrzymać (kolesia, a nie psa) zaczyna do nich krzyczeć po norwesku. Nic nie rozumieją. A kiedy rani jednego z nich otwierają ogień i zabijają krzykliwego Norwega na miejscu.... Wróćmy do scenarzysty, który ma napisać prequel. Prequel - wiadomo - film, którego akcja dzieje się przed wydarzeniami z prequelowanego filmu. Czyli w tym przypadku w norweskiej bazie polarnej. Pojawia się zasadniczy problem. a). "The Thing" Carpentera zaczyna się tak jak się zaczyna. b). Amerykański widz nie będzie czytał napisów, więc odpada, żeby Norwegowie mówili po norwesku. Oczywiście można to było rozwiązać w sposób znany z filmów o II wojnie światowej, czyli Niemcami mówiącymi po angielsku i już. Ale to za banalne rozwiązanie (i głupie na dłuższą metę). No i pojawia się kolejny problem z momentem przybycia do bazy Norwegów mówiących po angielsku Amerykanki mówiącej po angielsku. Jedni i drudzy mówią po angielsku, ale się nie rozumieją, bo jeden z tych angielskich jest rzeczywiście angielski, ale drugi to już angielski, który jest norweskim... Scenarzysta musiał więc pogłówkować. I jak wybrnął z problemu? Prosto. Norwegowie byli Norwegami znającymi język angielski. I tyle. Ale to nie koniec problemu. Bo gdyby brodaty koleś z początku filmu Carpentera znał angielski, to by wykrzyczał Amerykanom, o co mu chodzi. A on krzyczał po norwesku jak na złość. Nie ma jednak problemów, których nie dałoby się rozwiązać. Rozwiązanie tego okazało się również banalnie proste. Oto Norwegowie przedstawiają się przybyłej do ich bazy Amerykance. Przychodzi czas na brodatego kolesia i pada kwestia: "To Lars. Nie zna angielskiego, ale pracuje jak niedźwiedź". I w tym momencie się uśmiałem. Jeden jedyny nie znał w całej bazie angielskiego - cóż, jak by nie patrzeć, trochę spoiler od razu na początku filmu. PS. No i, jak zwykle, nie dało się w trzech linijkach. czwartek, 08 grudnia 2011, quentiin
TrackBack
Komentarze
2011/12/08 23:42:24
Chyba ci się nowy coś spodobał. ;) Wcale się nie dziwię, bo jest więcej niż przyzwoity, choć (tu niewielki spoiler) pod koniec bałem się, że scenarzyście i reżyserowi nie uda się połączyć ze starym filmem.
Mnie osobiście podobało się też rozwiązanie problemu identyfikacji ludzi od Cosia, że nie powielili pomysłu z 82. Oraz fakt, iż film jest nakręcony tak, że spokojnie można obejrzeć przed Cosiem z 82, a potem Cosia z 82 ;) i nie stracić nic z przyjemności oglądania. Martwi mnie tylko wspomnienie o rosyjskiej bazie, jakby była bliżej niż amerykańska? Choć to pewno tylko zabieg otwierania sobie furtki do kontynuacji... Jak gdyby trójka żywych i możliwe, że przemienionych w obcych bohaterów nie wystarczała. Sprawa z językiem rozwiązana w prosty sposób, ale osobiście obstawiałem na rozwiązanie ala Polowanie na Czerwony Październik, gdzie bohaterowie nawijają po rosyjsku i nagle zbliżenie na usta i przejście na angielski, tylko widza. To jest trik, który sprawdziłby się tu jeszcze lepiej, niż to co zaprezentowano. No ale i tak nie było źle. No i jeszcze wspomniałeś o premierze. Zabawne jak polscy wydawcy traktują widza. Premiera kinowa później niż premiera filmu na błękitnych krążkach. I to nie pierwszy i nie ostatni raz. Mnie tylko dziwi, że oni się dziwią, że im kina potem pustkami świecą. PS. notateczka, Jeśli chcesz bardziej współczesnym językiem młodzieży, może jakoś pokemoniasto ją napisz? ;) 2011/12/09 10:33:46
Co do notusi to chciałem się tylko upewnić, że nie ma fajnego zdrobnienia. I się upewniłem :)
A co do rosyjskiej bazy to raczej kolejny ból głowy scenarzysty. No przecie nie mogli jechać do amerykańskiej, bo w filmie Carpentera żadna laska tam nie dojechała. A prosty widz nie lubi jak mu główny bohater (a jeszcze na dodatek sympatyczna laska) ginie na końcu. Więc dali azymut na ruskich i już można wierzyć, że pana przeżyła (a kto chce wierzyć w to, że nie, dla niego końcówka jest bez happy endu). |
Nocia.