| < Październik 2014 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 31    
Zakładki:
Q o sporcie
Księga gości
Recenzje
Blogi
Layout Team
Tagi

Wpisy z tagiem: Barwy szczęścia

sobota, 30 listopada 2013
Serialowo, s06e05

Po tradycyjnym serialowym szaleństwie na początku jesieni, czas na tradycyjny przesyt i lekkie spuszczenie z tonu. Inna sprawa, że wraz ze skończeniem się paru żelaznych serialowych hitów, do oglądania nie pozostało za dużo. A nic nowego mnie na razie nie urzekło.

Homeland, do 3x09 włącznie

Sporo dobrego dała "Homelandowi" przerwa w jego oglądaniu. Zaciąłem się na szóstym odcinku i oglądało mi się to coraz gorzej. Niby byłem ciekaw co dalej, ale nie potrafiłem tak po prostu poświęcić 50 minut na seans, żeby mi nie było żal czasu. I odpuściłem.

Wczoraj obejrzałem trzy zaległe odcinki z rzędu i było całkiem fajnie. Teraz już nie będę miał żadnego problemu z dociągnięciem do końca sezonu, a naprawdę się o to martwiłem. Choć było to raczej zmartwienie z gatunku takich, co to by zniknęło, gdy ktoś by mi opowiedział jak to się wszystko skończyło.

Połączyły się więc w jeden wątki Carrie i Łysego, który kiedyś był Rudym. Pionki zostały poustawiane na szachownicy i już do końca sezonu powinna zostać rozegrana dość ciekawa partia z jasno wytyczonym irańskim celem. Jack Bauer oczywiście załatwiłby sprawę w pół odcinka i sam, ale on niech się lepiej martwi o ten sezon "24", który ma nadejść. W "Homelandzie" załatwiają to inaczej i albo się tego nie lubi, albo akceptuje. To akurat jest proste.

W swoim gatunku nie widzę dla "Homeland" konkurencji i choć nie ma się absolutnie czym zachwycać, to nie mam wątpliwości, że to porządna telewizja (szczególnie gdy zmarginalizowano zupełnie rodzinę Brody'ego).

***

Sons of Anarchy, 6x11

Jestem szczerze ciekaw, w jaki sposób scenarzyści wydostaną Jaksa z matni obietnic, jakie kazali mu złożyć. Blondas bez wątpienia ma jakiś plan, ale na chwilę obecną chwycenie wszystkich srok za ogon wydaje mi się niemożliwe. Powkurwiał po kolei wszystkich (Irlandczyków, Chińczyków, agentów itd.) i teraz zostały mu już tylko dwa odcinki na to, żeby to odkręcić. No i cały następny sezon na szczęście, bo s6 raczej nie pozostawia widoków na finał typu: i żyli długo i szczęśliwie ze stręczycielstwa.

Plus dla 11. odcinka za stos trupów, w tym trupa najgłośniejszego (choć długo miałem wrażenie, że wstanie i powie, że udawał), na którego w końcu się Sutter zdecydował. Tak unikał, tak unikał tych śmierci znanych postaci, a tu przecież tylko gdy one giną jest w ogóle o czym rozmawiać. Przez tę całą niechęć do ich zabijania tak długo się wstrzymywał z ukatrupieniem Claya, że aż człowiek zdążył zapomnieć, jaki z niego był skubaniec. Zupełnie jakby niewinnego człowieka zabijali - aż Tara musiała podrzucić streszczenie jego win :).

Zostały dwa odcinki do końca sezonu, pytanie na nie: w jaki sposób Jax chce się "przeczołgać przez rurę pełną gówna i wyjść czyściutki jak łza na drugą stronę"? Oczywiście w jego sposobie rozumienia tego pytania, bo Jax już dawno nie jest postacią, która zasługiwałaby na sympatię i dobry koniec.

***

Survivor, 27x11

Raz na pół roku w czwartek przeżywam trudny okres - nadchodzi 11 odcinek kolejnego sezonu "Survivora" i drżę o to, żeby to był normalny odcinek, a nie podsumowanie tego, co wydarzyło się do tej pory. Na szczęście jakiś czas temu producenci chyba się zorientowali, że takie podsumowanie zupełnie nikogo nie obchodzi.

"Survivor" jak "Survivor", cóż tu pisać. Trochę zaprzepaścili okazję na epicki odcinek i HII został wykorzystany w sposób zupełnie niepotrzebny. Z jednej strony dobrze, bo są jakieś tam pozory, że to nie jest reżyserowane, a z drugiej szkoda, bo liczyłem, że odegra naprawdę ważną rolę na tribalu.

Kibicuję Katie, bo ładnie wygląda w bikini. Jednakowoż wielkiej szansy nie będzie miała, jeśli nie zacznie robić big mówsów, a tylko unosić się na fali tworzonej przez innych.

***

The Walking Dead, do 4x07 włącznie

Jak ten czas szybko leci, naprawdę... Dopiero co się sezon zaczynał, a tu już w poniedziałek przedzimowy finał.

Sytuacja bliźniacza co i w przypadku "Homeland", z tą różnicą, że mnie tam TWD nie nudził. A przez to z lekką niechęcią przyjąłem dwa odcinki gubernatorocentryczne. Ja bym wolał pooglądać zmagania głównych bohaterów, a nie w połowie sezonu kompletnie zmieniać środowisko i na dwa odcinki zupełnie o nich zapomnieć. No ale większość chyba ucieszyła się z takiego powrotu Gubernatora. Ich prawo, ja się nie muszę z tym zgadzać.

Na szczęście obie serialowe ścieżki w półfinale się ze zobą zejdą i jest to dla mnie dobra wiadomość. Choć dwumiesięczna przerwa to bezsens.

***

I to chyba tyle z tego, co oglądam na bieżąco. Nic nowego nie zaliczyłem. Z "Castle'em" jestem prawie na bieżąco, ale w jego przypadku już zupełnie musiałbym w kółko to samo pisać. Nowy "Czas honoru" dostał cancela po drugim odcinku (a nawet w trakcie), ale zamierzam rzucić okiem na sam finał sezonu (podobno następny ma być o Powstaniu Warszawskim! to wrócę). "Almost Human" spróbowałem, ale nie dotrwałem do końca pilota - nie jest źle, ale nie jest też nadprzeciętnie; zresztą już kiedyś coś takiego było - "Alien Nation". W "Suitsach" utknąłem, bo jest za poważnie.

A że zostało mi jeszcze trochę tagów do zagospodarowania, to:

Barwy szczęścia, do 1019 włącznie

Pisałem jakiś czas temu o tym, że współczesne kino amerykańskie cierpi na brak fajnych czarnych bohaterów (nie mylić z Afroamerykanami). Protagonistów straszą jacyś wymuskani kolesie bez charyzmy, którzy boją się ubrudzić sobie rączki. A takich "Barw szczęścia" ostatnio ten problem nie dotyczy, bo z hukiem pojawił się schwarzcharakter o twarzy Rosemary (tej od Dziecka) - niejaka Krystyna Złota. Krystyna, jak na nadopiekuńczą matkę przystało, robi wszystko, żeby pokrzyżować życie uczuciowe swojego syna. A że wyobraźnię ma sporą... Na listę jej ostatnich sukcesów na pewno należy zapisać posłanie babki Teresy z wylewem prosto do szpitala. Siłą rzeczy skutkowało to odsunięciem się Krychy na drugi plan, ale jestem dziwnie spokojny, że jeszcze powróci z siłą wodospadu.

Dla miłośników wątków sensacyjnych też się coś znajdzie. Przy okazji wątku Kostka Jelenia znów wychodzi na wierzch to, czego kino uczy nas od dawna. Otóż warto iść do więzienia, bo potem ma się dużo fajnych kolegów, którzy pomogą, gdy przyjdzie na to czas. A czas właśnie nadszedł. Oto córa Jelenia, Zuza, została podstępem zwabiona w szpony dwóch podrywaczy-szpanerów, a potem na ich kwadracie zgwałcona. Kostek póki co liczy na sprawiedliwość via policja, ale w kieszeni marynarki już ma dwa granaty w myśl powiedzenia "sąd sądem, a sprawiedliwość musi być po naszej stronie". A właściwie to nie granaty, a ww. kolegę spod celi. Mariana, bo jakże by inaczej.

Romantycznie? Proszę bardzo! Czego się nie robi dla kobiet, które wpadły ci w oko? Taki Tomala np. odzyskuje dla Sabiny skradziony aparat do mikrodermazji! A Kuba zgadza się na to, by jego Tina zrobiła karierę muzyczną w Chinach! W świetle tego zaproszenie do teatru Iwony przez Adriana wydaje się takie przyziemne... Ale i w drugą stronę znajdziemy w "Barwach..." pełno gestów. Oto Marta sprawiła, że Mikołaj przestał się jąkać!

Jak widać - dzieje się więcej niż w "Homeland", bez dwóch zdań. 

piątek, 05 kwietnia 2013
Serialowo, s05e10

Winter is coming. Żartuję, nigdzie sobie przecież nie poszła i dalej sypie śniegiem po pas. No żartuję nie do końca, ale tak metaforycznie bardziej niż dosłownie. U mnie zbliża się winter w postaci remontu łazienki, który - jak sądzę - powstrzyma mnie skutecznie od uskutecznianego do tej pory systematycznego pisania dzień po dniu. Żarcik tak :P Ale fakt faktem - jeśli teraz z wpisami jest tak sobie, to co dopiero będzie w trakcie remontu? Brudzącego, głośnego, przeszkadzającego, zniechęcającego... Brrr...

Zbiega się to wszystko w czasie z nawałem pracy i świętami, które zaburzyły mój naprawdę dobry rytm praktycznie codziennego oglądania czegokolwiek. Dość dodać, że chyba od dwóch tygodni nie obejrzałem żadnego filmu i nic nie wskazuje na to, żeby kwiecień miał to poprawić. Tak się na zapas tłumaczę, a skalę mojego zapóźnienia niech pokaże fakt, że dzisiaj zdumiałem się, że nowe "Martwe zło" jest już w kinach. JAK TO? JUŻ?! PRZECIEŻ DOPIERO ZACZĘLI KRĘCIĆ! Tak sobie pomyślałem... Będę się starał odwiedzić kino i zobaczyć co tam z klasyką Raimiego zrobili, może to mnie przełamie.

Odetkałem się za to z serialami. Znowu mam ten okres, w którym chce mi się oglądać seriale. Przychodzi falami, stąd przerwy w dostawie "Serialowa". Dzisiaj kolejna taka przerwa się skończy, a właściwie, już się skończyła.

***

Survivor, do 26x8 włącznie

Zaczynam od "Survivora", bo doszły do mnie głosy, że nic o "Survivorze" nie piszę i nie ma gdzie na niego narzekać. No to piszę, choć ja powodów do narzekania na "Survivora" nie mam. Standardowo - lubię go jak zawsze i przyjemnie mi się go ogląda. Choć parę chociów oczywiście ma. Ale za nami już merge i pierwszy poważny blindside, więc powinno już być dobrze. Faworyci pozamiatali, Fani leżą i kwiczą - można się tego było spodziewać.

Choć z drugiej strony Fani wcale jakiejś specjalnie mocnej grupy nie stworzyli. O kijowej ich selekcji już pisałem i każdy odcinek tylko jej dowodzi. Gdyby nie Brandon i Filip, reszta byłaby w zasadzie całkiem anonimowa. Tak jak Cochran, który nijak nie przypomina geeka ze swojego sezonu i żadnych problemów z tego powodu nie ma. Wypśtykał się z nich w swoim oryginalnym sezonie chyba.

Z kolei poważnym minusem Brandona i Filipa jest to, że wszystko aż krzyczy: "podstawieni! podstawieni!". Tęsknię za tym niewinnym oglądaniem "Survivora" zanim natknąłem się na MegaSpoiler i zanim poczytałem parę for/forów/łotewer. Tak czy siak obaj są/byli zbyt niewiarygodni, żeby być prawdziwymi. Odejście z hukiem Brandona (pokutuje w nim ta przemożna chęć, by w sezonie wydarzyło się coś, czego wcześniej jeszcze nie było) można uznać za typowe dżampnięcie przez szarka, a Filip... Cóż, Filip, to dopiero agregat - na pewno nie jest z nim nudno. Nawet kupę robi tak jak Boston Rob.

***

Gra o tron, do 2x04 włącznie

W końcu zacząłem oglądać. W końcu przebrnąłem przez więcej niż dwa odcinki, bo tyle obejrzałem za jednym zamachem dawno temu (po części nie z mojej winy). W końcu się wciągnąłem i szybko powinienem dogonić GoT na bieżąco.

To rzeczywiście bardzo dobry serial, co do tego nie ma wątpliwości. Świetnie zrealizowany i co do tego też nie ma żadnych wątpliwości. Dobrze się go ogląda, wciąga, bez dwóch zdań stanowi serialową czołówkę, a wśród tych seriali, które lecą aktualnie, kto wie, czy nie jest najlepszy.

Ale :) Zachwytów nad nim nie podzielam. To znaczy tych takich Zachwytów przez duże Z. Że oderwać się nie można, że chciałoby się cały łyknąć za jednym zamachem itp. Bez przesady, robię przerwy i żyję. Zalety zdecydowanie przewyższają wady GoT, ale nie ma co ukrywać, że trochę wad ma. Dzielę się nimi co jakiś czas na Q-Fejsie, gdy mnie coś bardziej w oko kłujnie. Ostatnie spostrzeżenie dotyczyło Zimy, od której zacząłem. Straszyli i straszyli, że przyjdzie, a póki co nie tylko nie przyszła, ale przyszło Lato. W takim tempie obawiam się, że do końca s2 nie przyjdzie.

Mam swoje ulubione postaci (chyba nic dziwnego, że Kurdupel), mam te, które szczerze nienawidzę (Joffrey, ty chuju!), jedne wątki ciekawią mnie bardziej (za mało Khaleesi i świństwo co zrobili z Khalem), inne mniej (ambitna Dziwka) - ostatecznie wychodzi na naprawdę duży plus, ale bez czołobitności.

***

The Walking Dead, s3

Nie wiem co gorsze - słaby początek sezonu i fajny koniec, czy fajny początek i słaby koniec. Chyba to pierwsze. Niestety TWD to przykład na to drugie. Pierwsze odcinki oglądało mi się więcej niż bardzo fajnie (któryś tam odcinek orzekłem nawet Odcinkiem Serialowego Sezonu) i czekałem na konfrontację między dwoma obozami. Potem zaczęło się niepokojące zwalnianie fabuły do zera, ale myślałem, że to tylko tradycyjna cisza przed burzą. Ostatni odcinek, przyznam, przyszedł dla mnie zupełnie niespodziewanie. Myślałem, że jeszcze ze dwa do końca, a tu, tadam, Wielki Finał. No Finał, a nawet finał, bo na pewno nie Wielki.

Nie wiem co to miało być, ale zaczęło się obiecująco. Gubernator wjechał na pełnej kurwie do więzienia i wysadził w powietrze dwie wieżyczki strażnicze. A potem już do końca zachowywał się jak idiota, a i nasi bohaterowie byli nie lepsi, bo zamiast w spokoju wystrzelać wszystkich jeden po drugim albo wysadzić granatem w powietrze całą grupkę, to postrzelali w powietrze i nie zabili w zasadzie nikogo. Tylko po to, żeby Gubernator mógł mieć potem swoją chwilę chwały (przy okazji rozumiem, że nikt mu nic nie zrobił i to kupuję - zaznaczam, bo wielu na to narzeka). The End.

Jestem rozczarowany. W ten sposób to TWD może mieć i piętnaście sezonów.

***

Castle, do 5x16 włącznie (albo do 5x15, kto by to spamiętał)

Sytuacja nieco podobna do TWD, choć nie do końca, bo nawet słabe odcinki "Caste'a" mają w sobie coś ciekawego. Nie zmienia to faktu, że sezon po kapitalnym początku (ach ten odcinek z found footage'em) zwolnił i stracił na blasku. I nawet Matka Kate powróciła, co przyjęliśmy z Aśkiem zawiedzionym jęknięciem. Co jak co, ale odcinki o Matce Kate są w "Castle'u" najgorsze.

Odcinkom proceduralnym brakuje zaś pomysłu, który miały pierwsze epizody serii. Trudno nie ziewać podczas porwania Rudej, bo przecie wiadomo, że się odnajdzie, a przy okazji trzeba cierpieć naprawdę kiepskimi grinboksami Paryżewa. A reszta jest taka OK i nic więcej.

Niezmiennie jednak "Castle" to mój ulubiony procedural i będę go na pewno oglądał do samego końca.

***

Hannibal 1x01-02

Jakby ktoś pytał: "A co z Hannibalem? Dzisiaj się zaczął", to na wszelki wypadek odpowiem: Już pisałem o dwóch pierwszych odcinkach. O TUTAJ.

***

Bates Motel, do 1x03 włącznie

Zmęczyłem się. Pisaniem, bo oglądanie powyższego jeszcze mnie nie męczy. Pewnie dzięki Emmie :) A sam serial jak serial. Szybko zaczyna podążać w kierunku "Miasteczka Twin Peaks", czyli w każdym domu kryją się potwory, a my będziemy je wyłapywać. Plus Norman, który dość szybko zaczął być schizofrenikiem i to już chyba koniec opowieści o tym, jak to się zaczęło. To wszystko przez matkę - też mi odkrycie.

***

Barwy szczęścia, 915


środa, 26 października 2011
(video) Goła baba w trailerze, część 2
Choć dla lepszej klikalności powinienem chyba zatytułować tę notkę Katarzyna Glinka nago... ;)

"Część 2" nie ma wskazywać na to, że mamy do czynienia z jakimś cyklem, bo los cykli jest na Q-Blogu często marny. Ot po prostu, już kiedyś pisałem o jednej gołej babie w trailerze, a teraz napisać chciałem dwa słowa o innej.

Co ciekawe, obie łączy to, że grają w "Barwach Szczęścia". Ale to tak na marginesie. Pierwsza część dotyczyła Lidii Sadowej, a dziś będzie o Katarzynie Glince. W części pierwszej moją sensację wzbudziło "zastosowanie" nagiego biustu w zwykłym, nieredbandowym trailerze - rzecz niespotykana w trailerach amerykańskich. Drugą chciałem poświęcić temu, jak robiony jest w konia biedny widz. Ale dokonałem jeszcze jednego wiekopomnego odkrycia, na które wcześniej nie zwróciłem uwagi, więc o robieniu w konia za chwilę.

A co do wspomnianego wiekopomnego odkrycia to nie wiem czy to tylko w wersji jutubowej czy w każdej innej też (w kinie nie zwróciłem uwagi, bo scena z cyckami trwa ułamek sekundy), ale właśnie ze smutkiem na stopklatce zobaczyłem "japoński" blur na sutkach. Oszukiści!



A teraz o robieniu widza w konia. Robienie to jest bardzo prymitywne, ale zapewne okaże się skuteczne, jak wszystko co związane z gołymi babami. Otóż oglądając zwiastun "Wyjazdu integracyjnego" (dorzucę na spodzie notki) chwilę po wyżej zeskrinowanych cyckach przyszły widz dostaje:




Co myśli widz? Ano widz myśli "jupi, lecę do kina, zobaczę gołą Katarzynę Glinkę!". News flash 4U zadowolony widzu - guzik dostaniesz (i nawet nie Annę), a nie gołą Katarzynę Glinkę. Dostaniesz co najwyżej gołą tę panią (też zablurowaną):



A gołej Glinki to tylko:



Też nieźle ;)



PS. Filmu nie widziałem, więc gdybym się jednak mylił, to najwyżej skasuję tę notkę ;)
środa, 12 października 2011
Serialowo, s04e05
Breaking Bad, 4x13

No i znowu trzeba czekać na ciąg dalszy. Temat finału sezonu już tu przebąkiwał, więc nie będę się rozpisywał (w ogóle się nie będę o niczym rozpisywał, bo dzień mam szalony i padam na ryj), dla dobra dyskusji powiem tylko tyle, że finał czwartego sezonu był bez dwóch zdań wybitny i nie zmienia tego moje ale w stosunku do tej nieszczęsnej bomby.

Podumałem sam, poskrinowałem, poczytałem Wasze odpowiedzi na fejsie, znalazłem odpowiedni wątek na forum IMDb i raczej jest już pewne, że w kwestii bomby pozostaje mieć jedynie wiarę w to, że ani Gus ani jego przydupas po prostu jej nie zauważyli i tyle. Plusem tego rozwiązania jest fakt, że nie ma podstaw, by pisać, że jest to zupełnie niemożliwe, a co za tym idzie - możliwe. Ja jednak pozwalam sobie tego nie kupować.

Chodzi o bombę zamieniającą Gusa w Gusminatora. Ukrytą pod wózkiem dość widocznie, co wg mnie sprawia, że niemożliwością było jej nie dostrzec (niemożliwością taką nie do końca niemożliwą, co już napisałem wyżej :) ). Szczególnie, że Gus wysłał przydupasa przed sobą i przydupas oddzwonił, że "all clear". Tu zresztą teorię są różne, niektórzy słyszą w słuchawce głos Mike'a nawet. A najsensowniejszym tłumaczeniem pro BB jest to, że przydupas (Tytus mu zdaje się) poszedł tylko sprawdzić, czy z dziadkiem nie przyjechało DEA, a nie jeszcze raz pokój przeszukiwać. Choć kto inny znów zauważył, że nie było sensu dziadka likwidować po tym jak odwiedził DEA, bo skoro wrócił sam, to znaczy, że nic nie powiedział - inaczej z miejsca by programem ochrony świadków został objęty, bądź też dostałby ochronę, choć pewnie w ogóle do domu spokojnej starości by nie wrócił.

Z tym, że nawet jeśli przydupas nie sprawdzał pokoju, a Gus nie obawiał się, że coś takiego jak zamach może mu grozić w domu spokojnej starości, to nie ma bata, żeby tutaj nie dostrzegł bomby:



PLuToN twierdzi, że to nie wpadka scenariuszowa no i spoko, raczej na pewno nie. Ale wpadka tak czy siak. Szczególnie bolesna, gdy chciało się pokazać Walta jako gościa z superplanem. Sorry, Walt, ale opieranie swojego planu na wierze w to, że "może nie zauważą bomby" nie sprawia go megaplanem.

No i tyle w tym temacie. Przeszkadza mi to i nikt mnie już chyba nie przekona, że jest tu sens. Ale nie zmienia to faktu, że finał sezonu i w ogóle kilka ostatnich odcinków wybitne. Pozostaje czekać na sezon nr 5, do którego punktu wyjścia pewnie wystarczy, gdy DEA ustali, że Walt odwiedzał dziadka w domu spokojnej starości.

Bezwzględności Walta już roztrząsał nie będę, bo myślę, że nie chciał chłopaka zabijać i w porę by go uratował. Aczkolwiek przyjmuję bez szemrania głosy mówiące o tym, że już zupełnie coldblooded killerem został.

Miałem się nie rozpisywać...

***

Barwy Szczęścia, 627-633

Fani BS poprosili mnie, żebym pisał o "Barwach..." jak najwyżej, bo tylko to czytają i nie chce im się zjeżdżać niżej. OK, choć nad BB nie mogłem tego dać - jakieś granice przyzwoitości powinny być ;)

Golonko naciska na Sylwię (hihihihi), a Marczak jest w coraz większych opałach. Szczególnie, że ślepo wierzy w profesjonalizm i pracowitość asystentki. I słusznie. Asystentka profesjonalnie i pracowicie zaczyna go pogrążać.
Panteon serialowych imion uzupełnił w zeszłym tygodniu Rick. Producent muzyczny, który chyba naprawdę okaże się prawdziwym Dickiem.
Zdzisio wraca do domu z raną postrzałową głowy. Wkrótce zobaczymy go w drugim sezonie "The Walking Dead".
U Marty i Roberta zwyczajne, codzienne problemy. Mają wybrać między sobą kto zostanie redaktorem naczelnym "Kobiety". Gdy wszystko zawodzi, Robert proponuje walkę w kisielu. Tak, wiem, teraz Was zainteresowałem. Niestety, zmyślałem.
Szczęście Basi jest najbardziej barwne ze wszystkich szczęść bohaterów serialu - ma kolor kawy z mlekiem i na imię Dżonny. Niestety Sara zamierza zabrać go na Jamajkę.
Serialowy Ksawery (c) ma wyrzuty sumienia. Kaśka zaczyna węszyć w sprawie jego romansu z Kingą. Rybińskiemu grozi kolejny wyrzut - z domu.
Tymczasem u Quentina kryzys. Zaczyna podejrzewać, że w związku ze zmęczeniem jego teksty przestają być śmieszne. Sprawa się pogarsza, gdy dowiaduje się, że jego teksty nigdy nie były śmieszne.
Superstefan w przerwach w przygotowaniach do megaślubu za minipieniądze i po trochu uciekając przed Gienkiem i resztą familii Oksany odwiedza Ksawerego. Radzi mu, żeby zaczął spełniać marzenia jego córki. Ot, taka drobnosteczka. W poczuciu dobrze spełnionego ojcowskiego obowiązku Superstefan chajta się z Oksaną.
Kaja coraz częściej bywa na komendzie. Co to będzie, co to będzie!
Feliksowi się nudzi i nie może się powstrzymać przed grzebaniem w rzeczach siostry. A to wygrzebał wyniki USG, a to Tajemnicze Czerwone Pudełko, a to pamiętnik siostry. Tylko czekać aż wygrzebie pochowanego chomika.
Kostek niczym bohaterowie "Ziemi obiecanej" nie ma nic, ale chciałby mieć wszystko. Marzy o kawiarni, marzy o pubie. Marzenia chwilowo jednak ulatują pod butem kolegi spod celi, od którego chciał pożyczyć pieniądze. Ludmiła opieprza go, że chciał pożyczyć pieniądze od typa spod ciemnej gwiazdy po czym sama chce pożyczyć pieniądze od typa spod ciemnej gwiazdy. Każda serialowa Ukrainka zna przynajmniej jednego takiego typa.
Kajtek przechodzi okres buntu. A jeszcze nawet nie dowiedział się, że jego ojciec jest gejem. Co to będzie, co to będzie. Tymczasem Mietek chce wprowadzić rządy silnej ręki, co w przypadku Mietka nie jest metaforą.

***

Dexter, 6x02

Drugi odcinek szóstego sezonu Dexa nastawił mnie bardzo pozytywnie głównie dzięki wprowadzeniu postaci granej przez Mosa Defa. Co prawda nigdy za Mosem Defem nie przepadałem, ale tutaj szybciutko wskoczył do czoła moich ulubionych deksterowych postaci i potwierdził, że afroamerykanie w tym serialu mają szczęście do fajnych ról. Mam więc w związku z nim duże oczekiwania, choć wciąż oko trzeba przymykać na fakt, że akurat gdy Dex będzie walczył z religijnymi fanatykami, to wokół niego ciągle jakieś związane z wiarę postaci czy symbole się pojawiają. No generalnie jest to duży zbieg okoliczności spowodowany oczywiście tym, że scenarzyści pisząc sezon o takich a nie innych przeciwnikach postanowili "oprzeć" na motywie wiary cały sezon. Jakoś do tej pory Dex nie miał takich problemów. Ale, ale, nie narzekam, naprawdę. Bo 6x02 mi się podobało.

Odcinek z pewnością o niebo lepszy od początku sezonu. Darowano sobie sitcomową modłę i to tylko wyszło na dobre. Śmieszne teksty śmiesznymi tekstami, ale przesadzać nie wolno, to nie serial komediowy. Tak samo jak nie ma co przesadzać z przewrotkami, bo tych też trochę za dużo i za oczywiste. Przewrotki, no wiecie, wydaje się, że Dex mówi o zabijaniu, a tu mówi o kąpieli dzieciaka. Wydaje się, że Mos Def kogoś zabił i wpakował do bagażnika... Ktoś się w ogóle przez chwilę łudził, że naprawdę widzimy to co widzimy? Tylko Dex był zdziwiony.

Masuka ma sporą wyobraźnię, żeby limeryk o dupie Deb napisać. Szczególnie, że wciąż nie spotkano nikogo, kto by ten tyłek Deb widział na własne oczy :P

Tak czy srak zapowiada się apokaliptyczna konfrontacja. Zdechłe ptaki, koniec świata... Mnie się podoba.

***

Prime Suspect, 1x02-03

Wiem już na pewno, że nie przepadam za serialami, w których każdy odcinek jest osobną historią. I to w przypadku "Prmie Suspect" spory zawód, bo naprawdę myślałem, że serial skupi się na jednej sprawie przez cały sezon (przeczucie niezwiązane z żadnymi racjonalnymi przesłankami).

Ale z drugiej strony naprawdę sympatycznie oglądało mi się te dwa odcinki i mam ochotę na kolejne (w przeciwieństwie do "Person of Interest", którego nie ruszyłem dalej i chyba będzie cancel bez oglądania drugiego odcinka). Prowadzone w nich sprawy jak to sprawy - co tydzień w policyjnych serialach jest ich po kilka. Ale co najważniejsze polubiłem bohaterów i uważam, że serial jest całkiem sprytnie napisany z dobrą równowagą między tym co dramatyczne, a co śmieszne. Oczywiście bohaterowie są zbyt nonszalanccy jak na poważnych policjantów, ale to serial, a nie rzeczywistość. Ważne, że ich podśmiechujki i przytyki ogląda się sympatycznie.

Nie przesądzam czy dotrwam do końca sezonu, ale jak na razie nic nie wskazuje radykalnych cięć w tej kwestii.

***

Sons of Anarchy, 4x06

Gdybym był Prospectem w takim SAMCRO to po dzisiejszym odcinku zwinąłbym dupę w troki i założył sobie swój własny klub. Bycie popychadłem to jedna sprawa, ale są jakieś granice, które zostały przekroczone. I skoro z miejsca tych dwóch biedaków nie wzięli do klubu na stałe, to powinni im wszystkim nacharchać w pysk jak Jax kurwie (nie mogłem się powstrzymać przed napisaniem tego zdania ;) ) i sobie pójść. Niech Clay łapami z niedowładem sam sobie groby kopie.

I to właściwie moje główne przemyślenia po tym odcinku :) Znów bardzo fajnie mi się go oglądało i znów znalazłem potwierdzenie tego, że s4 jest o niebo lepszy od s3. W SAMCRO na ten odcinek akurat panuje względny spokój, ale znów rozdane zostały kolejne karty, które powinny sprawić, że jeszcze parę odcinków i wszystko się totalnie rozpiździ, a jeden będzie chciał zabić drugiego i vice versalka.

Choć niestety nie ma się chyba co spodziewać, że zginie więcej niż jeden member. No ale takie prawa seriali - nie zabija się bohaterów, którzy mogą ciągnąć serial dalej. Jak na razie chyba tylko we "Friday Night Lights" udało się perfekcyjnie zmienić niemal całą obsadę w połowie serialu.

***

Zmęczyłem się.
poniedziałek, 03 października 2011
Serialowo, s04e03
Charlie's Angels, 1x01

Równo rok temu (hmm, a może dwa :) nie no, rok raczej na pewno) w telewizji pojawił się remake starego serialu - "Hawaii Five-0". Jego formuła była prosta - odświeżyć stary format (kiedyś to się nie nazywało format). Formatowi, który nie był specjalnie niepowtarzalny (specjalnie wyselekcjonowana grupa walczy w miłych okolicznościach przyrody z badgajami) popularność miał zapewnić znany tytuł i znany motyw muzyczny (który nawiasem mówiąc (dużo tych nawiasów) każdy znał, a nikt nie pamiętał, skąd to melodia). I zapewnił - niedawno wystartował drugi sezon. Jak mu idzie nie wiem, bo po zachwycie nad pilotem potem po kilku odcinkach dałem mu cancela.

Nauczeni przykładem powyższego telewizyjni producenci postanowili zrobić kolejną powtórkę z rozrywki. O tak powstały "Aniołki Charliego". Serialowi, którego format nie jest specjalnie niepowtarzalny (specjalnie wyselekcjonowana grupa walczy w glamorous świecie z badgajami) popularność miał zapewnić znany tytuł i legenda tytułowych aniołków unieśmiertelniona śmiercią (sic!) Farrah Fawcett. Jak będzie - zobaczymy. Ja jednak w przeciwieństwie do H 5-0 cancela daję już teraz. Ogląda się to bowiem sympatycznie, ale po co?

Szczególnie, że scenariusz pełen jest niedorzeczności i rzeczy które albo łykamy albo nie, no i mnóstwo w nim drętwych dialogów, których żal słuchać (ach ta rozpacz po wybuchu samochodu).

O wiele ciekawsze w kontekście tego serialu jest spojrzenie na los serialowych aktorów. Co dzieje się z nimi po ich momencie sławy. Nadine Velasquez z "My Name Is Earl" zdąży tylko powiedzieć, że nie idzie na imprezę, a Carlos Bernard (Tony "24" Almeida) handluje dziećmi. Ciekaw jestem, jaki los czeka Minkę Kelly.

Czas honoru, 4x06

Sezon czwarty zaczyna dopadać Syndrom Czasu Honoru zdiagnozowany już w sezonie nr 1. SCH charakteryzuje się tym, że czekamy na coś, co wydaje się, że będzie w następnym odcinku,a tymczasem to wydarzenie jest finałem sezonu. I choć w s4 przez chwilę wydawało się, że zaraz wybuchnie Powstanie, to teraz po zboczeniu historii w stronę V2 wydaje się, że wybuch Powstania będzie zwieńczeniem sezonu. Trochę kiepo.

A jakby było mało miłostek, to teraz jeszcze pannę podsunęli Romkowi. "Warszawa, 1944" się to powinno nazywać.

No ale nadal oglądam z przyjemnością, więc nie wiem po co to moje narzekanie ;)

Breaking Bad, 4x12

Wtręt zdupy: 13-odcinkowe serie wymyślono chyba tylko po to, żeby wkurzać biednych ludzi, którym na płytce mieści się tylko 12 odcinków.

BB dotarło do takiego momentu, w którym każdy odcinek jest już przynajmniej dobry, a częściej świetny. Owszem, warto było czekać, ale zdania nie zmieniam - na mniej przynudzania we wcześniejszych odcinkach chyba nikt by nie narzekał. Jakby nie było - odcinek numer 12 to również świetna przygoda i przyjemność z oglądania na najwyższym poziomie, jaki tylko ulubiony serial jest w stanie dać widzowi.

Wszystko zmierza ku końcowi, wątki się zazębiają, za chwilę wydaje się, że połowa obsady wyginie - nic tylko czekać na kolejny tydzień. I tylko zupełnie nie wiem, w jakim kierunku potoczy się sezon szósty piąty. No ale to chyba dobrze (o ile dalej nie będą się bawić ze sobą w kotka i myszkę). Gdybym pod karą śmierci miał zgadywać, to bym powiedział, że pewnie szósty piąty sezon zacznie się od "kilka lat później", ale jakoś nie jestem bardzo przekonany do tego strzału.

Hank tak znakomicie wszystko rozgryza, że aż dziw bierze, że nie zaświtało mu w łepetynie proste zdanie: "przecież Walt jest chemikiem". O wiele prościej przychodzi mu do wydumania, że megahandlarzem drugów może być właściciel knajpki ze smażonymi kurczakami. Z drugiej strony to też sama chemia ;)

Survivor, 23x03

Co by się nie działo - czekam na merge. odcinki przedmerge'owe złe nie są, ale potem i tak wychodzi na to przy reunionie, że mało kogo pamiętam z tych, co odpadli na początku sezonu. Choć zawsze wydaje mi się, że tego czy tamtą na pewno zapamiętam. Nic z tego. Gra zacznie się potem, a póki co odpadają ci, którzy chyba przypadkiem trafili do programu, bo niezmiennie narzekają, że dali z siebie wszystko (choć zawalili co się dało) i nie wierzą, jacy ludzie mogą być podli, że mimo to na nich głosują. Serio, chyba nie oglądali ani jednego odcinka.

Murowanym kandydatem do odpadnięcia jest teraz ten paranoik Kuzyn Russella (nawiasem mówiąc grubymi nićmi szyty koleś :) "wywalmy tę laskę, bo jestem żonaty i jeszcze bym ją przeleciał i to zagroziłoby mojemu małżeństwu; wszystkich okręca wokół palca tylko nie mnie, bo mam żonę! ale wywalmy ją lepiej". Tyle, że najpierw jego tribe musi przegrać, żeby była szansa na taką wywałkę.

A w kolejnym odcinku Woody Allen przyszykuje pułapkę na Ozzy'ego. Swoją drogą, zapomniałem napisać po poprzednim odcinku, dziwny ten Ozzy - znalazł idola na drzewie i schował go też na drzewie. Skoro on go znalazł bez podpowiedzi, to czemu ktoś inny nie mógłby znaleźć go w tym miejscu, w którym jest teraz? Nic się nie zmieniło - HII był ukryty i dalej jest ukryty :)

Castle, 4x01-02

No, w końcu obejrzałem. Narzekanie się chyba opłaciło i przyniosło efekt!

Co do odcinków to 401 był przeokropną nudą. Dobrze, że "Castle" to serial, w którym jeden odcinek zajmuje jedna sprawa, a główniejszy wątek pojawia się raz na parę odcinków, bo gdyby było na odwrót to chyba nie dałoby się tego oglądać. Zakochany Castle, dysząca chęcią zemsty Beckett i Wielka Tajemnica z Przeszłości. Powinni czym prędzej zakończyć ten wątek.

Natomiast 4x02 to już stary dobry Castle, jakiego znamy i lubimy. Fajnie, że wrócił.

No i ogromniasty plus za pojawienie się nowej pani kapitan w postaci Penny "Save your energy, Sherry" Johnson. Uwielbiałem Sherry Palmer! :)

Sons of Anarchy, 4x04

Po dwóch bardzo fajnych odcinkach serial zwolnił (jak to w serialach), ale nadal oglądam go z niekłamaną przyjemnością i z pewnością lepiej się bawię niż w poprzednim sezonie. Sonsi rozpadają się coraz bardziej, a właściwie to trzeszczą w posadach na całego. Nic dobrego dla klubu to raczej nie przyniesie, ale dla fabuły to dobre, bo ileż można oglądać tulących się starych chłopów w skórach, którzy w imię klubu zrobią wszystko i tylko dla niego żyją. Do tej pory większych tarć w ekipie nie było, a teraz zapowiada się, że już wkrótce ktoś musi podjąć bardziej zdecydowany ruch i zdetronizować Hellboya z bolącymi łapami. Jednym słowem szykuje się całkiem ładna katastrofa, o ile ktoś czegoś nie spieprzy.

Natomiast osobnym zagadnieniem jest ukochana przeze mnie moralność naszych bohaterów, którzy często zachowują się jak najlepsi ludzie na świecie i każdy chciałby mieć takich kumpli jak oni, a za chwilę torturują Bogu ducha winne rybki. Tym napadem na sklep zoologiczny podnieśli granicę swojej hipokryzji na jeszcze wyższy poziom :)

Barwy Szczęścia, 623-626

Serialowy wszechświat "Barw Szczęścia" był w tym tygodniu zagrożony. Na szczęście pojawił się Ten Człowiek i uratował sytuację instalując Izie Skype'a. Gordonowa jeszcze nie wie, czy będzie umiała korzystać z komunikatora, ale Rafał jest pełen wiary w umiejętności żony. Gordon wylatuje (samolotem, a nie swoim wózkiem :P) do Australii i godzi się dać Izie rozwód. Tym samym po raz pierwszy zamyka jej usta inaczej niż przy pomocy pięści i kopniaka. Idzie ku lepszemu. W przeciwieństwie do Rybińskich juniorów (Rybińskiego juniora i Rybińskiej-to-be juniorki), nad którymi wisi biurowy romans Serialowego Ksawerego©. Czego Tymon nie zdołał załatwić capoeirowym kopniakiem i przyduszeniem Ksawerego, stara się załatwić rozmową. Mówi Kasi, że narzeczony zdradza ją z Kingą. Górka nie wierzy, ale profilaktycznie pyta Ksawerego czy czasem jej nie zdradza. Serialowy Ksawery bez zmrużenia oka mówi, że............. nie! Tymczasem cała sprawa zbliża do siebie Alinę "Zniszczyłam ci wszystkie fajki, a ubrania dałam na biednych" Rybińską i Waldka "Jesteś 50 lat młodsza ode mnie, a mimo to nie brzydzisz się widokiem mnie nagiego" również Rybińskiego.
Gromadka Pyrków ma doła po wizycie uratowanej przez Tego Człowieka... wróć... Superromana kobiety. Nie podoba im się, że tata zmarł, a ona żyje. Sytuacje ratuje Alek, który proponuje wysadzenie w powietrze Pałacu Kultury... wróć... posadzenie na podwórku drzewa przypominającego Romana. W ogrodniczym coś chyba jednak idzie nie tak, bo sadzonka w niczym nie przypomina zmarłego Pyrki - jest chuda i wątła.



Stefan podsłuchuje, że Oksanie marzy się wystawny ślub. Zwierza się koledze, że nieba by jej uchylił, ale niestety nie stać go na wystawny ślub. Kolega ma dla niego idealne rozwiązanie problemu - podpowiada Stefanowi, żeby zorganizował wystawny ślub! Tymczasem Kaja zaczyna martwić się o Panią Nadię - jest przekonana, że staruszka umarła. Na szczęście Pani Nadia tylko się zdrzemnęła.
 
1 , 2